|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Linki
Tagi
|
czwartek, 10 maja 2012
Ja się nie boję braci Rojek
7 maja 2012 roku w Teatrze Telewizji powtórka spektaklu w reżyserii Olgi Lipińskiej, który premierę miał w 2003 roku Ja się nie boję braci Rojek. Przedstawienie jest komplikacją tekstów poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
Obsada: Jan Kobuszewski Wiesław Michnikowski Hanna Śleszyńska Agnieszka Suchora Monika Dryl Artur Barciś Zbigniew Zamachowski Krzysztof Tyniec Paweł Wawrzecki Robert Rozmus Władysław Grzywna Kacper Kuszewski Tomasz Pałasz
Teatrzyk Zielona Gęś przedstawia!... i już wiadomo, że będzie mądrze, zabawnie, refleksyjnie. I tak jest. Przedstawienie utrzymane w znanej stylistyce Kabaretu Olgi Lipińskiej,zagrane z werwą i polotem przez sprawdzony zespół aktorski na czele z mistrzami: Janem Kobuszewskim i Wiesławem Michnikowskim, skrzy się humorem, błyskotliwą obserwacją polskich przywar i charakterów smakowicie, apetycznie wręcz, opisanych przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. A bracia Rojek nie byli straszni. Tak naprawdę wcale ich nie było. Był za to łysiejący reaktor naczelny krakowskiego Przekroju, Marian Eile, Jan Kamyczek,-arbiter elegancji- który tak naprawdę był panią, czyli Janiną Ipohorską i inni równie barwni współpracownicy, do których zaliczał się i z którymi się przyjaźnił poeta. A z tej inspirującej współpracy, przyjaźni i całkowitego dopasowania, powstało wiele mądrych tekstów, których czytanie i oglądanie w formie przedstawienie jest prawdziwą ucztą.
wtorek, 01 maja 2012
Najweselszy człowiek
30 kwietnia 2012 roku premierowe przedstawienie na scenie Teatru Telewizji Najweselszy człowiek w autorstwie i reżyserii Łukasza Wylężałka.
Obsada: Jerzy Schejbal- Kornel Makuszyński Andrzej Mastalesz- Sublokator Monika Krzywkowska- Janina Makuszyńska Anna Czartoryska- Aktywistka Mariusz Benoit- Doktor Magdalena Popławska- Pielęgniarka Maciej Półtorak- Akowiec Natalia Chorosińska- Dziewczynka I Matylda Chorosińska- Dziewczynka II
Inspiracją dla autorskiego spektaklu Łukasza Wylężałka były ostatnie lata życia Kornela Makuszyńskiego, autora m.im. Koziołka Matołka, Panny z mokrą głową, czy Szaleństw panny Ewy. Pisarz, lata 1945-1953 spędził w Zakopanem. Był schorowany- postępująca cukrzyca- i zgorzkniały polityczną sytuacją w kraju. Rozpamiętywał dawne czasy, kiedy żył w luksusie i sławie. W powojennych czasach nie było miejsca na jego krytykowaną przez nowych włodarzy twórczość, uważaną przez nich za bezwartościową. Teraz, jak dowodzili w nowomowie aktywiści, liczy się inny typ pisarstwa i inny typ artysty, który ma służyć państwu socjalistycznemu i propagować reprezentować nową ideologię. Polemiczne rozmowy na ten temat, Makuszyński prowadził z dokwaterowanym mu sublokatorem, żarliwym komunistą. Obydwaj poważnie schorowani- u jednego cukrzyca, u drugiego gruźlica- wysłuchiwali racji drugiego bez przekonania. Dwie postawy nie do pogodzenia. Ostatnie lata życia, Kornel Makuszyński spędził w biedzie, a mógłby jeszcze zaznać tak lubianego przez siebie dostatku, gdyby uległ namowom władzy i napisał, coś w propagowanym przez nią nurcie. Nie miał jednak takiego zamiaru. Dlatego kiedy umarł, władza zbyła wiadomość o jego śmierci milczeniem. Dopiero interwencja przyjaciół wymogła na niej niejakie odstępstwa: wiązankę kwiatów, a po silniejszym naleganiu 5 tysięcy złotych. Przedstawienie obejrzałam bez bólu, czyli niezłe było. A nowomowa pleni się w najlepsze, choć system inny, ale każdy polityk, każden jeden, z prawa, z lewa, z centrum, jak ich tam wszystkich pozamiatał, lubuje się w nowomowie. Delektuje się nią na całego. Każdy. Gadają niepoprawnie, nieskładnie i bez sensu.
środa, 18 kwietnia 2012
Układ
15 kwietnia 2012 roku, o godzinie 21.00 na Scenie Teatralnej Trójki odbyła się premiera sztuki Układ Zuzanny Talar debiutującej na antenie radiowej. Reżyseria Waldemar Modestowicz. Opracowanie muzyczne Tomasz Obertyn. Realizacja akustyczna Maciej Kubera.
Obsada: Henryk Talar- Jordan, znany aktor Paweł Ciołkosz- młody aktor Lidia Sadowa- córka Jordana Elżbieta Kępińska- lekarka Anna Cieślak- dziennikarka
Pierwowzorem postaci Jordana był Tadeusz Łomnicki. Jordan jest znanym i cenionym aktorem. Właśnie przygotowuje się do roli króla Lira Williama Szekspira. W międzyczasie ma mieć operację przeszczepu serca. Pierwszy termin operacji wyznaczony przez panią profesor nie pasuje mu ponieważ ma wówczas próby w teatrze, a także dlatego, że była wyznaczona na godzinę trzynastą, a on nie przepada za tą godziną. Pani profesor ulega woli wielkiego aktora, którego tytułuje mistrzem, i wyznacza nowy termin za trzy dni, na godzinę dwunastą. Jordan nie chce także serca od byle kogo, chce sam wybrać dawcę. Trafia mu się okazja: zgłasza się do niego początkujący aktor, który chciałby pobierać nauki interpretacji tekstu u mistrza. Aktor ma skomplikowane relacje z matką także aktorką, która w przeszłości miała romans z Jordanem. Próbował dwukrotnie popełnić samobójstwo. Jordan namawia go do zostania jego dawcą. Kusi młodego mężczyznę perspektywą życia w ciele wielkiego aktora, którym ten i tak by nie został i pozostania w ten sposób na wieki w pamięci potomnych. Młody aktor po zastanowieniu godzi się na propozycję Jordana. Żąda tylko by podpisali umowę, w której Jordan zobowiąże się do publicznego ogłoszenia, kto jest dawcą jego nowego serca. Dobrze napisana, świetnie zinterpretowana sztuka. Bardzo dobrze dobrana muzyka. Ciekawy debiut.
czwartek, 05 kwietnia 2012
Teatr nie jest produktem.Widz nie jest klientem
Teatr nie jest produktem. Widz nie jest klientem. http://nowyobywatel.pl/2012/03/29/teatr-to-nie-towar/ Poprzyj apel
wtorek, 27 marca 2012
Szkoła żon
26 marca 2012 roku, premiera na żywo w Teatrze Telewizji: Szkoła żon Moliera, w reżyserii Jacuqes'a Lassalle'a reżysera paryskiej Comedie Francaise. Telewizyjna adaptacja Szkoły żon została przeniesiona z warszawskiego Teatru Polskiego. W 2008 roku Szkołę żon zrealizował dla Teatru Telewizji Jerzy Sthur i niedawno oglądaliśmy powtórkę tego spektaklu w reżyserii Jerzego Sthura i z nim w roli Arnolfa.
Obsada: Anna Cieślak- Agnieszka Andrzej Seweryn- Arnolf Piotr Bajtlik- Horacy Dominik Łoś- Jaśko Ewa Makomaska- Kaśka Olgierd Łukszewicz- Chryzald
Wchodzi dwóch panów w wieku dojrzałym: Arnolf i Chryzald. Wchodzą w piękną malarską, klasyczną dekorację. Dekorację pomysłową. Pośród takiej dekoracji, mogli grać aktorzy z trupy Moliera, grający w premierowym wystawieniu Szkoły żon, w reżyserii autora. Sztuka okazała się sukcesem, stała się klasykiem. I takie klasyczne przedstawienie można było zobaczyć wczoraj na największej scenie teatralnej w kraju. Było klasycznie: kostiumy z epoki, wspomniana już malarska scenografia; było zabawnie, bo tekst Moliera jest mądrze dowcipny. Było elegancko. A żony, jak się nie dało niegdyś, tak i teraz się nie da wychować, według wyobrażeń jakiegoś pana Arnolfa. Żona- idiotka nieświadoma życia to mrzonka, zarówno w czasach Moliera, kiedy nikt nie zająknął się nawet o emancypacji kobiet, jak i współcześnie, kiedy już co nieco o emancypacji kobiet się mówi. Nie można tylko żądać, bać się porażki i opinii rogacza. Każdy pan Arnolf, których jest niemało i w naszych czasach, powinien zdać sobie sprawę, że nie da się tylko brać, trzeba coś zaproponować kobiecie, z którą chciałoby się związać życie. I żądną wymówką nie jest tu tekst, że kobiety nie można zrozumieć. Oczywiście, że można, trzeba tylko chcieć i włożyć w zrozumienie wysiłek. A jeśli się tego nie potrafi to nie ma, co brnąć w małżeństwo, ba! w jakiekolwiek relacje damsko- męskie. Najpierw trzeba się uporać ze sobą i swoimi kompleksami, a dopiero potem wchodzić w związki i stosunki międzyludzkie. Taka oto "przygarść" refleksji po wczorajszym klasycznym spektaklu na żywo. Telewizja robi wielki szum po tym, jak zdecydowała się na powrót spektakli na żywo. Stawia się w roli odnowiciela, "ożywiciela", czy innego "narodziciela" teatru na żywo. A tymczasem robi coś, co jest jej "psim" obowiązkiem i nie powinna wokół tego robić tyle szumu i szopek w postaci skaczących- najpierw fikał jeden pan Orłoś, a wczoraj wzięto aż dwoje fikających- konferansjerów- prezenterów. Ma być spektakl, nadajemy spektakl bez całego niepotrzebnego sztafażu w postaci gadek prezenterów chwalących się zebraną w studio publicznością złożoną z osobistości sztuki, kultury i polityki. To nie jest ważne. Ważne jest przedstawienie. A poza tym bardzo nieładnie zapraszać osobistości, a gdzie miejsce dla państwa Malinowskich, Nowaków, Kwiatkowskich, Kowalskich z Chorzowa, Rzeczowa, Kielc? Oczywiście przed telewizorem, ale poza tym warto także, żeby nie tylko osobistości miały możliwość usiąść na widowni w studiu i obejrzeć bezpośrednio przedstawienie. Warto by przeznaczyć jakąś pulę wejściówek dla państwa Malinowskich z Grudziądza, czy państwa Nowaków z Cieplic, które mogliby wylosować w jednej z wielu loterii, którymi para się TVP.
27 marca Międzynarodowy Dzień Teatru
27 marca 2012 Międzynarodowy Dzień Teatu Inspiracji, ciekawych kreacji i realizacji, dużo satysfakcji dla twórców i widzów.
wtorek, 13 marca 2012
Lekkomyślna siostra
12 marca 2012 roku premiera w Teatrze Telewizji Lekkomyślna siostra Włodzimierza Perzyńskiego (powstałą w 1904 roku i od razu zyskała popularność. Autor obok Gabrieli Zapolskiej zaliczany jest do przedstawicieli polskiego naturalizmu teatralnego) w reżyserii Agnieszki Glińskiej, która wcielając się w rolę Mani, tytułowej lekkomyślnej siostry, wróciła do sztuki aktorskie. Przedstawienie miało premierę w 2009 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie i spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem zarówno widzów, jak i krytyków. Ewa Konstancja Bułhak za rolę Heleny Topolskiej została nominowana do Feliksa Warszawskiego w 2009 roku w kategorii: najlepsza rola kobieca. Natomiast Agnieszka Glińska za reżyserię otrzymała w 2009 roku Nagrodę im. Cypriana Norwida w kategorii: teatr.
Obsada: Ewa Konstancja Bułhak- Helena Toplska Patrycja Soliman- Ada, kuzynka Topolskich Agnieszka Glińska-Mania/Maria, siostra męża i szwagra Heleny Krzysztof Stelmaszyk- Henryk Topolski mąż Heleny, brat Mani Paweł Paprocki- szwagier Heleny, brat Henryka i Mani Łukasz Lewandowski- mąż Mani Piotr Grabowski- Olszewski, kochanek Heleny Wiesława Niemyska- gospodyni
W rodzinie Topolskich wielkie poruszenie: do Warszawy wróciła marnotrawna siostra Henryka i Janka, a szwagierka Heli. Ta lekkomyślna kobieta parę lat wcześniej porzuciła męża Władysława i syna. Wyjechała do Wiednia z bogatym hrabią, w którym się zakochała. Skandal był wielki, rodzina Topolskich narażona została na nieprzyjemne plotki i pomówienia. Z tego powodu odrzucono oświadczyny Janka w jednej z warszawskich dobrze sytuowanych rodzin. Janek jest wściekły, bo myślał, że dzięki korzystnemu małżeństwu spłaci długi. A teraz, jak gdyby nigdy nic, Mania wraca, by ponownie narazić rodzinę na skandal. Ona chciałaby się z rodziną pogodzić, wrócić, na jej łono, oni nie są w stanie na to przystać: przyjęcie siostry z powrotem do rodzinnego grona zagroziłoby interesom Henryka. Na to zgody nie będzie. Helena traktuje szwagierkę, jak obcą osobą, zwraca się do niej per pani i mówi kuzynce Adzie i mężowi, że od początku nie lubiła Mani. Przeczuwała jaki z niej wyrodny typ kobiety. Powinna się wstydzić, a nie przyjeżdżać ni z tego ni z owego wprowadzając zamieszanie, zakłócając spokój i burząc harmonię w porządnym, mieszczańskim domu. Wprawdzie pani domu- Hela- ma romans z obibokiem Olszewskim, ale nie ma co porównywać jej zachowania, do tamtej kobiety. Ona kocha swojego kochanka, a miłość, jak mówi cwany kochanek wyciągający od Heli pieniądze, wszystko rozgrzesza i usprawiedliwia. Ada i Hela oburzają się postawą Mani, potępiają ją, nie znajdują usprawiedliwienia dla postępku, jakiego się dopuściła. To nie dopuszczalne, żeby uczciwa, porządna kobieta zostawił męża i dziecko i pognała za kochankiem. Oburzają się, ale gdzieś tam, rozmarzają na ten temat, jak Ada lub zazdroszczą swobody, wolności i oddechu, jak Hela, która w pewnym momencie wyrzuca z siebie, że dusi się w tym domu. Sytuacja i nastawienie rodzinny ulega diametralnej zmianie kiedy dowiadują się o śmierci kochanka Mani i o pozostawieniu jej przez niego całego majątku. Henryk w te pędy pisze list do Mani zapraszający do przyjazdu i zgody. Mania z radością wraca do domu, gdzie czeka na nią ciepłe przywitanie: odświętnie przybrany stół, kwiaty, cała rodzinna elegancka i wyrozumiała. Wszyscy już podzielili pieniądze otrzymane przez Manię w spadku: Henryk przejmie pieczę nad majątkiem Manii i go podwoi, ba! potroi dzięki odpowiednim inwestycjom, Janek spłaci długi, a poza tym Mania na pewno każdemu członkowi rodziny coś odpali. Jakże wielkie jest ich rozczarowanie i szybki powrót niechęci oraz złości na Manię, kiedy ta oznajmia, że zrzekła się majątku. No, bo jakże to tak mogła przyjąć pieniądze od kochanka, kiedy postanowiła zmienić życie?! Mania jest zaskoczona zmianą zachowania rodziny. Była pewna, że oni całkowicie podzielą jej opinię. Przecież nawet przez myśl nie powinno im przejść,takim porządnym ludziom, którym swoim lekkomyślnym zachowaniem nadszarpnęła reputację, że mogłaby przyjąć brudne pół miliona. Powinni się brzydzić tymi pieniędzy, a tymczasem oni są na nią wściekli. Henryk odmawia pomocy w znalezieniu jej pracy. Każe wracać siostrze do męża, który wciąż ją kocha i na pewno przyjmie pod swój dach. I tak piękny początek wydawałoby się nowego otwarcia w stosunkach: lekkomyślna siostra- rodzina- kończy się katastrofą. Władysław się wiesza, a reszta rodziny przełyka gorzką pigułkę. Wszystko wraca na swoje tory. I nie można prześmiewczo powtórzyć za klasykiem: jaka piękna katastrofa. Katastrofa jest, ale daleko jej do piękności. Koncertowo zagrana sztuka. Dialog płynie wartko, bardzo ładnie podawany przez aktorów. Ciekawa scenografia. Reżyserka przeniosła sztukę z początków XX wieku, na lata 30, akcja sztuki dzieje się w scenerii mieszczańskiego domu urządzonego w stylu art deco. A historia, choć w kostiumie,jest uniwersalna i zapełniona galerią gorzkich, zagubionych postaci.
poniedziałek, 12 marca 2012
Tatanka
11 marca 2012 roku o godzinie 21.00 (wielka szkoda, że nie o 19.00- o tej godzinie w zeszłym sezonie trójkowego teatru nadawano słuchowiska teatralne,no ale jest o 21.00 to przestań człowieku narzekać;) na Scenie Teatralnej Trójki wysłuchaliśmy dramat Marka Kohana Tatanka. Tajemnicze słowo, które jest tytułem sztuki w języku Indian oznacza bizona.
Obsada: Albert- Krzysztof Gosztyła Czerwonoskóry- Grzegorz Kwiecień Żubr/ Pancernik- Artur Janusiak Kozica- Katarzyna Słomska Kangur- Sebastian Świerszcz Niedźwiedź brunatny- Jan Jurewicz Niedźwiedzica polarna- Ewa Wawrzoń Lama/Sarna- Joanna Pach Hipopotam z czerwonym pyskiem/Łoś- Ryszard Jabłoński Żołnierz LWP/Głos z megafonu- Paweł Wiśniewski a także: Beniamin Lewandowski, Wit Apostolakis
Znalezione w piwnicy pudełko z zabawkami-zwierzętami- prowokuje Alberta do refleksji nad swoim życiem, wspomnień i analizowania swojej sytuacji, jako mężczyzny w społeczeństwie, które mężczyznom narzuca określone role, postawy. Bilans nie satysfakcjonuje: wychodzi w nim słabość Alberta, rozczarowania, żal za wieloma sytuacjami, w których powinien zachować się inaczej, a zaprzepaścił szansę ze strachu,niepewności. Dramat ma ciekawą formę: swoisty monolog, który zostaje rozbity na wielogłos. Wspomnienia nabierają określonego charakteru osoby, o której wspomina Albert: przybierają jej tembr głosu, a wspominaną osobę uosabia określone zwierzę znalezione w pudełku. Dramat rozpoczyna się ogłoszeniem o polowaniu na Czerwonoskórych. Czerwonoskórzy w sztuce są archetypicznym wyobrażeniem tzw. prawdziwych mężczyzn. Polowanie na nich jest formą odwetu współczesnego mężczyzny, który musi równać do tego ideału. A tymczasem nie panuje nad swoim życiem, ulega wpływom, często załamuję się, ma stany depresyjne, obezwładnia go bezradność. Jedyne nad czym może zapanować to kolekcja reklamowych kubków, które bez pardonu może wyrzucić na śmietnik jeśli się mu nie podobają. Mały zakres panowania, bardzo wąski. Przybieranie masek dzikich zwierząt przez przedstawicieli represyjnego społeczeństwa, któremu musi stawić czoła Albert- mężczyzna, jest symptomatyczne dla ofiary systemu, w którym wygrywa silniejszy. Naturalna selekcja wybija słabsze osobniki. Trudno wyrwać się z kręgu zakazów, roszczeń, wymagań, oczekiwań. Trudno w obecnych czasach być tzw. prawdziwym mężczyzną. Autor, w czasach, w których podejmowane są z lepszym lub gorszym skutkiem, emancypacyjne działania mające na celu poprawienie w społeczeństwie sytuacji kobiet, pochyla się nad kondycją współczesnego mężczyzny. Ciekawa sztuka.
wtorek, 06 marca 2012
Równy podział
5 marca 2012 roku w Teatrze Telewizji przypomniano sztukę Rolanda Harwooda Równy podział zrealizowaną w 1998 roku przez Janusza Morgensterna( zmarłego we wrzeniu 2011 roku cenionego reżysera filmowego i teatralnego). Obsada: Edith- Teresa Budzisz-Krzyżanowska Renate- Krystyna Janda Charles- Piotr Fronczewski Fabian - Jan Peszek
Niezły kwartet charakterów i postaw, w którym na pierwszym planie znajdują się złe relacje między dwoma siostrami. Renate wychodziła dwa razy za mąż, po drugim mężu odziedziczyła duży majątek, rzadko bywała w domu i dokładała się do opieki nad chorą matką, której podjęła się Edith. Edith piętnaście lat temu odeszła z pracy, poświęciła życie "usługiwaniu" chorej, surowej matce. Teraz po jej śmierci z niecierpliwością oczekują na odczytanie testamentu. Ma nadzieję, że jej poświęcenie doczeka się zadośćuczynienia. Niestety rozczarowuję ją ostatnia wola matki, która podzieliła niewielki majątek równo pomiędzy swoje dwie córki. Pieniędzy zostało do podziału niewiele ponieważ przez całe lata matka kupowała bibeloty, obrazy, dywany, meble w okolicznych i nie tylko antykwariatach. Okazuje się, że kolekcja matki może być cenna. Adwokat (Piotr Fronczewski) podejmuje się sprowadzenia rzeczoznawcy, który określiłby wartość kolekcji. Edith rzekomo na to przystaje, ale nie chce dzielić się pieniędzmi z kolekcji, o ile byłaby coś warta, z siostrą. Uważa, że Renate nic się nie należy. Wynajmuje "po cichu" antykwariusza (Jan Peszek) z pobliskiego miasteczka. Ten po wstępnej wycenie stwierdza, że kolekcja jest bardzo cenna. Rodzi się plan, żeby oryginały sprzedać i zastąpić je kopiami. Wówczas sprowadzony przez adwokata rzeczoznawca stwierdzi bezwartościowość kolekcji, a pieniądze ze sprzedaży oryginałów dostanie tylko Edith. Edith wie, że postępuje nieuczciwie wobec siostry, ale uważa, że tak będzie sprawiedliwie: to ona poświęciła swoje życie matce podczas, gdy siostra "brylowała" w świecie i nie obchodziły jej losy rodzicielki.
Cieszę się, że wyemitowano przedstawienie mimo żałoby narodowej, bo podczas ostatniej żałoby narodowej teatry były zamknięte(wciąż wiele prywatnych teatrów nie może się "pozbierać" finansowo po ówczesnej tygodniowej żałobie, nadrobić strat), spektakli telewizyjnych nie emitowano, racząc obywateli martyrologicznymi filmami i programami. Tak jakby sztuka i kultura przeszkadzały w refleksji związanej z tragiczną śmiercią. Wydarzył się wypadek. Zginęli ludzie. To jest tragedia, ale przede wszystkim rodzin. Pozostali mogą współczuć, ale bezsensowne jest ogłaszanie zaraz dwudniowej żałoby narodowej po wypadku spowodowanym przez zaniedbanie itp.Tuszowanie zaniedbań i zaniechań żałobą jest żałosne. Paranoja jest goła...Jest goła i można ją ubrać w każdą głupotę.
wtorek, 28 lutego 2012
Skarpetki opus 124
27 lutego 2012 roku po raz drugi, po Boskiej, spotkała nas przyjemność obejrzenia na żywo bardzo dobrego przedstawienia. Skarpetki opus 124 z fenomenalnymi rolami Piotra Fronczewskiego i Wojciecha Pszoniaka. Sztuka Daniela Colasa w Polsce miała premierę 11 września 2010 roku na scenie Teatru Współczesnego w reżyserii Macieja Englerta. Pomysł zagrania tej sztuki przywiózł z Francji Wojciech Pszoniak, który szukał ciekawego tekstu dla dwojga aktorów ponieważ jego zamysłem było ponowne spotkanie się na scenie z Piotrem Fronczewskim. Aktorzy występowali razem w Kabarecie pod Egidą, później spotkali się wielokrotnie na deskach teatralnych (m.in. w Kolacji dla głupców w Teatrze Ateneum macierzystym teatrze Piotra Fronczewskiego). Piotr Fronczewski, występujący gościnnie w Teatrze Współczesnym, podczas Polkowickich Dni Teatru został uhonorowany w kategorii najlepszy aktor za rolę Verdiera. Po cichutku pozwolę sobie wtrącić swoje pięć groszy: Panie Piotrze kocham pana.Nagrodę otrzymał także Maciej Englert w kategorii najlepszy reżyser. Tekst z francuskiego na polski mistrzowsko przetłumaczyła: Bogusława Frosztęga.
Verdier napisał sztukę: kompilacja wierszy i utworów muzyki klasycznej i zaproponował Bremontowi zagranie w niej. Spotykają się na pierwszej próbie czytanej i od początku ujawniają się różnice charakteru. Bremont był rozchwytywanym aktorem, ale teraz niestety nie ma wielu propozycji. Verdier na początku swojej "kariery" aktorskiej, szedł "jak burza", ale potem jakoś tak się wszystko rozmyło. Dla obydwóch zrealizowanie sztuki jest szansą powrotu do "obiegu". Liczą na to, że sztukę obejrzy jeden z czołowych producentów Hernandez, którego Verdir zaprosił na pokaz ich pracy. Producent nie pojawia się. Być może nie nastąpi spektakularny powrót aktorów na czołowe miejsca w rankingu rozchwytywanych aktorów, ale czas, który spędzili razem pracując nad przedstawieniem, nie był stracony. Pomimo różnic osobowościowych i poglądowych znaleźli nić porozumienia, a nawet zakiełkowało między nimi coś, co przy "dobrych wiatrach" może rozwinąć się w przyjaźń. Dobry tekst, dobrze zagrany. Marudzący Bermont (według mojej siostry postać kreowana przez Wojciecha Pszoniaka w marudzeniu była do mnie bliźniaczo podobna; pomijając oczywiście jego uprzedzenia, jak zaznaczyła;), bardziej stonowany Verdier, historie z ich życia opowiedziane fajnym językiem smakowite...Było apetycznie.
P.S.Tylko po, co pałętał się podczas antraktu pan Orłoś? Podobnie, było podczas przedstawienia Boska. A wystarczyłoby przedstawić tylko kolejne propozycje spektakli Teatru Telewizji, "portret" Teatru Współczesnego, na którego scenie zrealizowany i sfilmowany został spektakl Skarpetki...i wsio. A pan Orłoś mógłby sobie spokojnie obejrzeć przedstawienie bez "zagadywanek" widzów.
sobota, 18 lutego 2012
Dominika Kluźnik
Urodzona 10.07.1980 roku we Wrocławiu. Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie ukończyła w 2003 roku. Po szkole związana była z Teatrem Współczesnym (2003 rok), z Teatrem Dramatycznym w Warszawie (2003-2009). Cudowna Pippi w Pippi Pończoszance. Grała Pipii w Teatrze Dramatycznym w 2007 roku i za rolę rezolutnej dziewczynki otrzymała Felixa Warszawskiego im. Aleksandra Zelwerowicza za sezon 2007/2008 przyznawaną przez miesięcznik Teatr. Felixa otrzymała także za role w sztukach: Obsługiwałem angielskiego króla i w Sztuce bez tytułu. Od 2010 roku jest aktorką Teatru Narodowego w Warszawie. Panią Dominikę, "poznałam" w Teatrze Telewizji w sztuce Fryzjer. Sztuka była debiutem dramatopisarskim i reżyserskim w Teatrze Telewizji reżysera Macieja Pieprzycy, została zrealizowana w 2004 roku. Dominika Kluźnik grała w niej Basię, pracownice salonu fryzjerskiego. Jej "bycie" było narysowane delikatną, ale bardzo sugestywną kreską. Od tego momentu pamiętam panią Dominikę i lubię typ ekspresji przez nią prezentowany.
piątek, 17 lutego 2012
Dobry adres
13 lutego 2012 roku w Teatrze Telewizji powtórka przedstawienia z 2003 roku Dobry adres Władysława Zawistowskiego. Reżyseria Waldemar Krzystek.
Obsada: Agnieszka Krukówna Danuta Stenka Krzesisława Dubielówna Paweł Burczyk Mariusz Kiljan Edwin Petrykat Jan Blecki Ewelina Paszke-Loewitsch Krzysztof Dracz Aldona Struzik Sergiej Motenko Zdzisław Kuźniar Monika Szałaty Konrad Marszałek Jakub Giel Krzysztof Zych
Dorota i Waldek w jednym stali domku. A właściwie w jednym mieszkaniu, które miało być dla nich "przechowalnią", według planów Waldka, do lepszych czasów. Już od trzech lat mieszkają w "przechowali", a lepszych czasów nie widać. Waldek to obibok i fantasta. Byle jakiej pracy, poniżej kierownika, nie tknie. Dlatego żyją w zawieszeniu, utrzymując się z pensji Doroty. Któregoś dnia pod postacią dystyngowanej i eleganckiej kobiety, Ewy Grossman, zaistniała szansa odmiany losu. Być może właśnie nadchodzą lepsze czasy. Kobieta chce kupić, przepłacając, mieszkanie Doroty i Waldka. Bardzo zależy jej na tym adresie. By przekonać dziewczynę opowiada historię ludzi, którzy mieszkali wcześniej w mieszkaniu. Dorota chce się dowiedzieć, czy któraś z opowiedzianych historii, jest historią Grossman. Nie otrzymuje jednoznacznej odpowiedzi. Wzruszają ją losy ludzi, które tak bardzo splecione były z "wielką" historią. Powtarza Waldkowi usłyszane historie. Nie robią one na nim wrażenia. Odkąd dowiedział się o propozycji Grossman, owładnęła go obsesja: w mieszkaniu na pewno jest ukryty skarb. Inaczej, po co kobieta by przepłacała za mieszkanie w rozwalającej się kamienicy? Skarb na pewno przewyższa kwotę zaproponowaną przez Grossman. W poszukiwaniu skarbu niszczy całe mieszkanie. Nie znajduje żadnego skarbu prócz dawno zgubionej przez Dorotę obrączki, która była obietnicą rychłego ślubu. Do ślubu nigdy nie doszło. I już nie dojdzie. Dorota nie chce już żyć z niefrasobliwym Waldkiem. Mieszkanie z powodu znacznego zniszczenia, sprzedają za o wiele mniejszą kwotę. Głupota i zachłanność Waldka przekreśliła ich przyszłość. Wygrała za to sąsiadka, starsza pani, która zapowiada, że tanio mieszkania nie sprzeda. W ich kamienicy swoją siedzibę ma mieć bank, którego przedstawicielką jest Ewa Grossman. Pani Kobielowa wielokrotnie chciała się poradzić w tej sprawie Waldka, ale on ignorował starszą kobietę. Miał przecież swój plan. A pani Kobielowa zapowiada teraz, że za mniej niż milion mieszkania nie sprzeda. A pieniądze uzyskane ze sprzedaży, przeznaczy na postawienie pomników nagrobnych dla siebie i kolegi z pracy, którego darzyła szacunkiem, i który na odpowiedni pomnik nagrobny jej zdaniem zasługuje. Oj, jak mnie denerwował ten Waldek...Reszta poprawna i ciekawa. I już trzeci raz widziana. Powtórki, powtórki, powtórki...Ech...
czwartek, 16 lutego 2012
Łóżka
12 lutego 2012 na scenie teatralnej Trójki premierowe słuchowisko Łóżka Wojciecha Fułka. Reżyseria Janusz Kukuła, realizacja akustyczna Andrzej Brzoska, opracowanie muzyczne Marian Szałkowski.
Obsada: Magdalena Zawadzka Adam Ferency Stanisław Brudny Marcin Przybylski Krzysztof Gosztyła Kazimierz Kaczor Henryk Talar Andrzej Ferenc Agnieszka Judycka Tomasz Marzecki.
Bohaterowie spotykają się na jednej sali szpitalnej. Są pacjentami. Różni ich wszystko: wiek, doświadczenie, status, poglądy. Łączy miejsce, w którym znaleźli się z powodu choroby. Spierają się, opowiadają historię, dzielą doświadczeniem. Zgadzają się w jednej kwestii: każdy jest bezradny wobec śmierci, choroby, cierpienia. Wszystkie graniczne sytuacje niwelują różnicę. Bardzo fajnie zagrane słuchowisko i opowiedziane fajnym językiem. Słowa tworzą ciekawe treści. Lubię "rzeczy" opowiedziane fajnym językiem i Łóżka taką "rzeczą" są. A łóżka...Łóżka są nośnikiem najważniejszych ludzkich doświadczeń. W łóżkach się rodzimy, umieramy, kochamy...
wtorek, 07 lutego 2012
Komedia romantyczna
6.02.2012 roku premiera na telewizyjnej scenie teatralnej, sztuka Wojciecha Tomczyka Komedia romantyczna. Reżyseria Michał Gazda. Obsada: Andrzej Zieliński Urszula Grabowska Dorota Kolak Jan Englert Maciej Zakościelny Gabriela Oberbek Adam Nawojczyk
Producentka Regina, przyjaciółka scenarzysty Tadeusza, zleca mu napisanie scenariusza filmu pod roboczym tytułem Komedia romantyczna. Ma też dla niego nieformalną propozycję: prosi Tadeusza, by "zrobił" jej dziecko. Jej "pociąg już odjeżdża", a Tadeusz ma dobre geny i dziecko z jego genami na pewno byłoby udane. Zna jeszcze jednego kandydata na ojca dla swojego dziecka, ma równie dobre geny, jak Tadeusz, ale się rozstali. Teraz jest w związku z młodszym aktorem, ale on sam jest, jak dziecko i kompletnie nie nadaje się na ojca. Tadeusz jest zaskoczony propozycją przyjaciółki i sceptyczny co do jakości swoich genów. Woli skupić się na filmie. Film ma być kinowym hitem. Tadeusz ma wątpliwości, czy to on powinien pisać scenariusz. Zanany jest z ambitniejszego kina, uważa się za inteligenta. Trudno zacząć mu pracę nad scenariuszem. Reżyser radzi Tadeuszowi, żeby opisał swój dopiero co zakończony związek. Niedawno, dla Londynu, zostawiała go młoda aktorka, z którą przez dwa lata był związany. Utrzymują kontakt mailowy i Tadeusz proponuje Małej rolę w filmie na podstawie ich wspólnej historii miłosnej. Dziewczyna zaintrygowana zgadza się i wraca do kraju. Ma cichą nadzieję, że "zejdą" się z Tadeuszem. Tak naprawdę nie chciała zostawać w Londynie, chciała wyjechać, by zobaczyć, czy Tadeusz będzie o nią walczył, czy pojedzie za nią. Tadeusz tego nie zrobił, za to zaręczył się, ku radości swojego ojca profesora, z Reginą. Mała zawiedziona tym faktem, mimo sukcesu filmu i swojej roli, wraca do Londynu. Dostała propozycję zostania dziewczyną Bonda. Wzięła udział w castingu na tę rolę przed powrotem do kraju. Profesor, zakochał się w pani Stefanii, która sprzątała u Tadeusza. Tadeusz polecił ją ojcu. Teraz profesor chce się z panią Stefanią ożenić. Zaprasza na przyjęcie weselne Małą, młodego aktora, Marcina, który był chłopakiem Reginy, reżysera. Profesor i pani Stefania mają inny stosunek do związku niż młodsze pokolenia. Dla nich bycie razem to odpowiedzialność za drugiego człowieka, z którym wiąże się swoje życie. Nie rozumieją "rozedrgania", zagubienia, poszukiwania nie wiadomo czego przez młodych. Dlatego profesor cieszy się, że Tadeusz zaręczył się z Reginą. Jego radość nie trwa długo: reżyser nie wytrzymuje i wyznaje, że kocha Reginę i wie, że ona kocha jego. To dla niego została producentką. Regina przyznaje mu rację i mówi Tadeuszowi, że nie byliby dobrą parą. Wobec takiego obrotu sprawy, Mała liczy, że być może Tadeusz złoży jej propozycję "zejścia" się. Nic takiego nie ma miejsca. Za to, Mała, dowiaduje się, że jej filmowy partner, Marcin, jest autorem tekstu piosenki z filmu, która stała się przebojem. To wzbudza jej zainteresowanie i z przyjęcia weselnego wychodzi z Marcinem. Tadeusz zostaje z ojcem i panią Stefanią. Ojciec prosi go by zaśpiewał filmowy przebój. Uważa, że tekst jest bezpretensjonalny i opowiada o jego synu. Tadeusz niechętnie ulega ojcu. Dla niego piosenka jest idiotyczna. Śpiewa jednak o miłości dobrej w każdą niepogodę i czerwonym baloniku, który chodzi za bohaterem to tu, to tam, dopóki nie tnie go żyletkami łobuz. Udana, sympatyczna, sympatycznie udana;)satyra na filmowy "światek", mechanizmy kreujące przebój filmowy, współczesną uczuciowość: stosunek do bliskości, miłości, związków.
sobota, 04 lutego 2012
Pankot i Kotpan bęc
Niedawno cieszyłam się, że telewizja publiczna poszła po rozum do głowy i przywróciła Teatr Młodego Widza. Moja radość była przedwczesna ponieważ od początku nowego roku teatru dla dzieci znowu nie uświadczysz i dwa sympatyczne zwierzęta: Pankot i Kotpan nie zaproszą Cię na przedstawienie. Dobrze by było gdyby to "zniknięcie" było chwilowe. Czego sobie i Tobie życzę...
środa, 01 lutego 2012
Kontrrewolucja
Jacek Głomb, dyrektor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy ogłosił manifest kontrrewolucyjny, w którym apeluje o powrót do Teatru Opowieści, adaptacji przez twórców teatralnych tekstów, które opowiadają historię, mają początek, rozwinięcie, zakończenie. Powrót Teatru Opowieści ma być kontrą wobec "modnego", jak twierdzi autor manifestu, teatru operującego fragmentami, które na scenie próbują skleić, lepiej lub gorzej "modni" obecnie reżyserzy. Manifest spotkał się z krytyką m.in. dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, Krzysztofa Mieszkowskiego, który nie widzi zasadności tego manifestu i uważa, że do teatru "chronologicznej" opowieści we współczesnym teatrze nie ma powrotu. Według Mieszkowskiego, na naszych oczach rozpada się świat i dawna narracja nie potrafi obecnego "nerwu" opisać adekwatnie do płynnej rzeczywistości. Ogłoszenie manifestu kontrrewolucyjnego spotkało się ze sporym odzewem widzów, którzy, wbrew opinii Mieszkowskiego, nie widzą spektakularnego rozpadu świata i uważają, że powrót w teatrze do pełnokrwistych historii, które o czymś opowiadają, dotykają uniwersalnych problemów jest jak najbardziej możliwe, a nawet potrzebne; obecnie trudno bowiem we Wrocławiu obejrzeć dobrze, bez "udziwnień" wystawionych "klasyków". Widać zmęczenie, znużenie publiczności teatrem "rwanym" mającym opisywać rozsypującą się na naszych oczach rzeczywistość. Byłam na paru czytaniach organizowanych przez Teatr Polski we Wrocławiu i byłam świadkiem opuszczania przez widzów czytań sztuk współczesnych dramaturgów "fragmenatarystów". Myślę, więc, że jak najbardziej przyda się powrót do solidnych, ciekawych opowieści w teatrze. Zresztą, zjawisko zwane teatrem jest na tyle obszerne, że każda idea znajdzie w nim swoje miejsce i swoją publiczność. Jacek Głomb podkreśla, że nowy/stary teatr będzie teatrem opowieści uniwersalnych, bliskich każdemu człowiekowi w tym tkwi kontra do obecnie "uprawianego" teatru, który często oglądają, podziwiają i nagradzają wszyscy znajomi królika, a który jest raczej hermetyczny dla większości widzów. Zresztą dyrektor legnickiego teatru jest przeciwny wszelkim rankingom, ocenom i nagrodom. No i pięknie, niech się dzieje, niech się kręci.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Marta Zięba
Od 1 września 2009 roku jest aktorką Teatru Polskiego we Wrocławiu. W latach 2000-2010 była związana z Teatrem Dramatycznym im.J. Szaniawskiego w Wałbrzychu. W 2002 roku została laureatką Jerzyka 2002 dla najlepszej wałbrzyskiej aktorki. W 1999 roku skończyła Państwową Wyższą Szkołę Aktorską we Wrocławiu. Dyplom zrobiła w 2000 roku. Obecnie w Teatrze Polskim we Wrocławiu można oglądać ją w : Biesach, Blanche i Marie, Pani z morza, Poczekalni O, Śnie nocy letniej. Po raz pierwszy grę pani Marty zobaczyłam podczas czytania sztuki Juliusza Słowackiego Horsztyński. Grała tam wiejską dziewczynę z humorem i ciekawą ekspresją. Właśnie ekspresja pani Marty przypadła mi do gustu. Poza tym przypomina mi moją koleżankę, którą lubię i to było tak, jakbym na scenie widziała znajomą. Marta Zięba jest ciekawą aktorką.
piątek, 20 stycznia 2012
Upiór w kuchni
A z przyjemnością po raz ętny obejrzałam 16 stycznia 2012 roku w Teatrze Telewizji sztukę Patricka G. Clarka (pseudonim reżysera) zrealizowaną w 1993 roku,w reżyserii Janusza Majewskiego Upiór w kuchni. Obsada: Irena Kwiatkowska Hanna Śleszyńska Wiktor Zborowski Krzysztof Kowalewski Leonard Pietraszak Marek Kondrat Stanisław Brudny Paweł Wawrzecki Marek Bargiełowski Andrzej Butruk
Smakowita (ach te zjadane pasjami śledzie;)komedia kryminalna przyprawiona czarnym, angielskim humorem, napisana przez Polaka- scenarzystę i reżysera Janusza Majewskiego, a jakże angielska. No i te pyszne kreacje aktorskie! Mistrzostwo. Matka i córka prowadzą cichy pensjonat w niewielkim nadmorskim miasteczku i w niezwykły sposób urozmaicają sobie czas. Pani Collins przebrana w czarny strój udaje ducha, a jej córka opowiada gościom, że mamusia pół roku po śmierci nawiedza dom, szczególnie upodobała sobie właśnie kuchnie. Nie wie, co ma z tym zrobić, jest na skraju wyczerpania nerwowego. Goście bardzo jej współczują, a gdy budzą się w nocy spragnieni (ach, te solone śledzie), karafka stojąca na stoliku w pokoju (celowo) jest pusta, a łazienka (dziwne!;) zamknięta, zmuszeni są zejść do kuchni, a tam... UUUUUUpiór przyzywa ich ręką doprowadzając nieszczęśników do śmierci na atak serca. Panie Collins bogacą się w ten sposób ponieważ ich goście to w większości szemrane typy szukające ustronnego schronienia. Jednak wiele śmierci, nawet pozornie naturalnych, budzi podejrzenia w wydawałoby się mało rozgarniętym inspektorze policji. Szykuje zatem małą prowokację i wychodzi szydło z worka... Panie Collins nie czują wielkiej skruchy, a wręcz przeciwnie są dumne z tego, że oczyściły społeczeństwo z paru złoczyńców. Rozbrajająca szczerość:)
środa, 18 stycznia 2012
Zimny bufet
Niedziela, 15 stycznia 2012 roku, premiera na Scenie Teatralnej Trójki Zimny bufet Zyty Rudzkiej. Reżyseria Dariusz Błaszczyk, realizacja akustyczna Andrzej Brzoska, muzyka Andrzej Izdebski. Fajnie byłoby gdyby Trójka wróciła do nadawania słuchowisk o godzinie 19.00 w niedzielę, a nie o 21.00 ponieważ teraz przedstawienia prezentowane na Scenie Teatralnej Trójki pokrywają się z tymi nadawanymi przez radiową Jedynkę.
Obsada: Jadwiga Jankowska- Cieślak - Matriocha Elżbieta Kjiowska- Matriona Beata Fudelaj- Matrioszka Małgorzata Kożuchowska- Rdzawa Mariusz Bonaszewski- Antoś Edyta Olszówka Łukasz Garlicki Magda Kusa Jan Piotrowski
Słów nakładanie się na słowa,słów zazębianie się o słowa,słów słowem opisywanie,słowotok błyskotliwy, którego błyskotliwość ujawnia się w nieoczywistych,a mimo to pasujących zbitkach słownych. Umarła matka. Dorosłe dzieci,brat i siostra,spotykają się na czuwaniu przy jej zwłokach.Syn jest lekarzem ginekologiem,córka pracuje w Moskwie z popularnym rosyjskim naukowcem.Z Moskwy przywiozła Matrioszki. Laleczki,jedna w drugą wkładane,stają się charakterystyką umarłej matki chorującej na Alzheimera.Osobowość zmarłej,na skutek choroby,uległa rozbiciu na trzy równorzędne,które symbolizowały różne okresy życia matki.Matka w trzech postaciach: Matriochy,Matriony i Matrioszki roi się dzieciom podczas czuwania.Rozmawiają ze sobą,przypominają sobie bolesne wydarzenia,obwiniają się.Syn i córka nie potrafią się porozumieć,każde inaczej pamięta matkę oraz różne sytuacje z nią związane.Czuwanie,mycie ciała,ubieranie pomagają im odnaleźć się w sytuacji ostatecznego pożegnania z bliską osobą.Pomaga uporządkować uczucia do matki i siebie nawzajem. Mistrzowsko przeczytana,niełatwa w odbiorze,ale ciekawa i wciągająca,sztuka.
środa, 11 stycznia 2012
Księżyc i magnolie
I już skok w nowy rok...Zatem dalej z tym koksem;) 9 stycznia 2012 roku w Teatrze Telewizji premiera Księżyc i magnolie Rona Hutchinsona zrealizowana w 2010 roku. Pokazanie sztuki w Teatrze Telewizji było dwukrotnie odkładane: pierwszy raz po śmierci Adama Hanuszkiewicza, drugi po śmierci Vaclava Havla, wówczas na scenie telewizyjnego teatru przypomniano sztuki zmarłych reżysera i dramaturga. Reżyseria Maciej Wojtyszko Obsada: Marcin Dorociński- David Selznik Łukasz Simlat- Ben Hecht Redbad Klijnstra- Victor Fleming Aleksandra Bożek- Miss Poppenghul
Wśród stosów bananów i fistaszków producent, scenarzysta i reżyser filmowej adaptacji Przeminęło z wiatrem pracują w przyspieszonym tempie: w ciągu pięciu dni muszą napisać nową wersję scenariusza. Producent Selzick przerwał zdjęcia po trzech tygodniach, zwolnił reżysera Georga Cukora i teraz zamknął się w swoim gabinecie w wytwórni filmowej ze scenarzystą, który nie czytał powieści, uznając ją za "chałę" i nowym reżyserem. Selznik i Flaming odgrywają przed Hechtem sceny z książki, a ten na bieżąco zapisuje je. Wykończeni zasypiają na stojąco, drętwieją od siedzenia i pisania, pękają im naczynka w oczach. Reżyser i scenarzysta wyczerpani chcą dezerterować z "pola walki", ale dali słowo wizjonerowi Selzikowi, że poświęcą te pięć dni, czyste wariactwo! na napisanie scenariusza wymarzonego przez niego filmu. Filmu, który ma być według Selznika przełomowy dla amerykańskiego kina, i który ma pokazać jego talent producencki teściowi Selznika L.B. Mayerowi. Żywią się tylko bananami i fistaszkami, w komediowej tonacji odgrywają dramatyczne wątki powieści przed scenarzystą, który paru scen nie chce napisać uważając je za rasistowskie, ale Selznick i Flaming przekonują go do nich raz argumentem, raz siłą, a raz siłą argumentu. Bardzo fajna sztuka, brawurowo zagrana i ach, te złote lata amerykańskiego kina... |